O autorze
Andrzej Kosendiak dyrektor naczelny Narodowego Forum Muzyki we Wrocławiu, a także festiwali działających w ramach NFM (Wratislavia Cantans, Leo Festiwalu, Jazztopad, Musica Polonica Nova, Musica Electronica Nova), artysta, dyrygent i pedagog, animator życia kulturalnego w Polsce, organizator i pomysłodawca przedsięwzięć z dziedziny muzyki poważnej.


www.nfm.wroclaw.pl

Z ciemności w światło

@wratislavia cantans 2014
„Z ciemności w światło” - hasło tegorocznej Wratislavii Cantans pomimo pozornej jednoznaczności daje nieskończone niemal możliwości interpretacji: cierpienie i radość, śmierć i wyzwolenie, chaos i harmonia, smutek i nadzieja, przemijanie i odradzanie się.

Sztuka znakomicie oddaje jasne i ciemne elementy rzeczywistości, skrajne emocje – i cała paleta barw pomiędzy nimi – są zwykle natchnieniem dla twórców. Ostatnio jednak rozmyślałem o innym wymiarze festiwalowego motta – o kierunku „ku lepszemu”, w którym każdy przecież stara się podążać i o uczuciach rozpiętych między mrokiem a jasnością, jakich doświadczamy w drodze. Również drodze dosłownie rozumianej.



Przypatrzmy się Händlowi, którego Concerto grosso D-dur za chwilę otworzy festiwal. Był kapelmistrzem na dworze w Hanowerze, poszukiwał natchnienia, ale też podziwu, we Włoszech – tam napisał wirtuozowskie Dixit Dominus (koncert 7.09), by w końcu zakotwiczyć się w Anglii. Carl Philipp Emanuel Bach (także pojawiający się na festiwalu) z Saksonii przeniósł się do Berlina, bo tam znalazł mecenasa w osobie króla Fryderyka II. Jeden z pierwszoplanowych bohaterów tegorocznej Wratislavii, Jan Dismas Zelenka, aby rozwijać talent z rodzinnych Louňovic przeniósł się do Drezna. Dziś jest podobnie: mam szczęście angażować we Wrocławiu artystów z całego świata jako dyrektorów zespołów NFM-u, instrumentalistów, a nasi wrocławscy wychowankowie wyjeżdżają szukać artystycznego szczęścia za granicą.

Zadziwia mnie, że Zelenka nie miał problemu z dotarciem do Drezna, podczas gdy ja, wyjeżdżając z Wrocławia, na próżno rozglądam się za drogowskazami, które pokazałyby mi szlak do Pragi czy Berlina. Za to karierę na polskich drogowych tablicach informacyjnych robią miejscowości o niewiele mówiących nazwach: Jędrzychowice, Korczowa, Kukuryki, Boboszów. Na szczęście minęły czasy paszportów zamkniętych w sejfach w ponurych urzędach. Czasy, gdy Kukuryki i Boboszów były rzeczywiście końcem naszego świata, odgrodzonym drutem kolczastym, żeby na pewno nikomu nie przyszło do głowy sprawdzić, czy może coś jest po drugiej stronie. Dziś nie ma zasieków ani strażników z psami, bez problemu możemy wyskoczyć na wieczór do Semperoper w Dreźnie albo Filharmonii Berlińskiej, a minąwszy granicę zwykle dopiero po pewnym czasie orientujemy się, że jesteśmy w innym kraju. Tymczasem tablice przy polskich – coraz lepszych ¬¬– drogach robią wrażenie, jakbyśmy wciąż żyli w rzeczywistości ograniczonej od wschodu Korczową, a od zachodu Olszyną.

Politycy, nawet ci, obejmujący dziś najwyższe stołki w Unii Europejskiej, nie zorientowali się, że granic już dawno nie ma. Może czas wrócić do rzeczywistości i ustawić przy szosach drogowskazy do Pragi, Berlina, Drezna, Wilna czy Lwowa?

Światełko w tunelu ciasnego i ciemnego myślenia o świecie przynosi niespodziewanie technika – jak wszyscy ustawiam nawigację w samochodzie i sprawnie docieram tam, gdzie chcę. Z pomocą przychodzi również Internet, dzięki któremu jedne z pierwszych biletów sprzedanych na tegoroczny festiwal trafiły do Izraela. Od kilku dni w naszym biurze logistycznym wszyscy uwijają się jak w ukropie, koordynując przyjazdy artystów na Wratislavię. Na ekranach laptopów obowiązkowo strona lotniska: Czyjś lot się spóźnia? Mgła w Mediolanie wstrzymała starty samolotów? Na szczęście nic poza warunkami atmosferycznymi nie może dziś przeszkodzić w sprowadzeniu wielkich muzyków, ale także międzynarodowej publiczności do Wrocławia. Każdy, kto weźmie do rąk wydany przez nas właśnie pierwszy tom Historii Festiwalu „Wratislavia Cantans” przekona się, że nie zawsze tak było.

Choć irytują mnie relikty dawnej mentalności, obecne choćby na drogowskazach, z wielką radością i ulgą stwierdzam, że droga, którą przebyliśmy i którą stale podążamy, to zdecydowanie kierunek ku światłu. Niezależnie od refleksu polityków, bądź jego braku.

Andrzej Kosendiak

Ps. A teraz, szanowni Państwo, wszyscy ustawiamy w nawigacji kierunek: Wrocław. Ewentualnie jedną z szesnastu innych dolnośląskich miejscowości, które rozbłysną muzyką na 49. Wratislavii Cantans.
Trwa ładowanie komentarzy...